sobota, 7 maja 2011

Bieda konserwuje

Zupełnie niepozorna wyprawa w poszukiwaniu kogoś do wykopania nowej lub oczyszczenia starej studni przerodził się w ekologiczny "maraton". Unia Europejska suwalskie gospodarstwa zamknęła w sztywne ramy przepisów. Zniknęły biegające po podwórkach stadka kurcząt, prosiaków, cielaków i innych małolatów... Zniknęły - do wczoraj :)

Wczoraj odkryłam magiczne miejsce po drugiej stronie wioskowej drogi. Oto przede mną przebiegło żółto-brązowo-czarne stadko kurcząt, falujące w rytm ruchów kwoki piastunki. Kwoka obraca się w prawo, stadko czym prędzej tuptać zaczyna w tym samym kierunku. Po chwili spogląda w lewo i stadko zatrzymuje się, spogląda w to samo "lewo". Kwoka przystaje i zaczyna dziobać, mali naśladowcy robią to samo. Kwoka drapie ziemię raz - w tym miejscu zaczynają się natychmiast tłoczyć kurczaki i szukać smakołyków, po czym pazurami drapie drugi raz nieco z boku - dopiero wtedy sama zaczyna szukać czegoś w ziemi. I tak przez cały dzień, oblepiona stadem puchowych "klonów". W idealnej symbiozie, niczym jeden organizm.

Natomiast w gospodarstwie po drugiej stronie jeziora natknęłam się na stadko prosiąt, różowiutkich, zdrowych, radosnych, przez cały czas ryjących w ziemi, przewracających rzeczy i wciskających się całą bandą w podwórkowe zakamarki. Żeby było piękniej - mieszkają w glinianej obórce, a w tle tego wiejsko-sielskiego widoku przepiękny widok na jezioro z wysokiej skarpy.

Oba gospodarstwa mają wspólny mianownik o nazwie bieda. Bieda konserwuje, ale jakże pięknie konserwuje... Mimo wszytko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz