Czas na czarną historię o 7-latku, który popełnił samobójstwo. Słyszeliście kiedyś coś podobnego? Maluch powiesił się w starej szopie przy domu, wracając ze szkoły. Targnął się na życie ponoć przez ocenę, dwóję za odpowiedź. Ojciec widział z pola, jak syn kręci się koło szopy - sądził, że szuka czegoś do zabawy. Przypominał o tym sobie późnym popołudniem, kiedy dziecka nadal nie było w domu. Znaleźli go wiszącego na sznurku w... szopie.
Zdarzyło się to ponad 40 lat temu w malej wiosce, tuż obok mojego miasteczka. Głęboko wrosło w lokalną pamięć. Niemal za każdym razem, kiedy w wiadomościach pojawi się informacja o śmierci jakiegoś dziecka gdzieś tam w Polsce - starsi ludzie zaczynają opowiadać i tą historię, o samobójstwie małego chłopca z sąsiedztwa.
Od chwili, kiedy usłyszałam po raz pierwszy tą historię, minęło sporo czasu. Do dziś nie poukładałam jej w sobie - dlaczego? po co? co tak naprawdę go pchnęło do tego? co się działo w tej rodzinie, ponoć byli porządnymi ludźmi?
Dbajmy o swoje dzieci, by w ich sercu nie zabrakło nigdy słońca...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz