Jeśli nie znasz swego przeciwnika, ale znasz siebie,
masz pięćdziesiąt procent szans na zwycięstwo.
Jeśli nie znasz swego przeciwnika ani siebie,
w stu bitwach poniesiesz sto porażek.
Sun Tzu (V w. p.n.e., autor Sztuki wojny
- najstarszego na świecie podręcznika sztuki wojennej)
Zamykam oczy – koncentruję się – wyrównuję oddech – mocniej ściskam w dłoniach bokken. Cios - silne uderzenie na wprost rozcina powietrze. Potem półobrót i pchnięcie, blok z boku, obrót, przyklęk i podcięcie. Ciało powoli przypomina wszystkie ruchy. Tętno przyśpiesza. Rozpoczynam swój dance macabre i nie skończę, póki nie poczuję ulgi.
Judo, Ju-jitsu i szczególnie umiłowane przeze mnie Kendo (sztuka walki, wywodząca się z szermierki japońskich samurajów) uczą mnie pokonywania własnych ograniczeń – zwłaszcza tych zakorzenionych głęboko w sercu. Zupełnie się tego nie spodziewałam, rozpoczynając treningi. W parze z tym idzie wewnętrzny spokój.
Ten duet pomaga przetrwać mi nawet najgorsze burze. Czy to właśnie jest recepta na szczęście? Raczej nie. Za to niezawodne antidotum na paraliżujący smutek, jaki zaczął mnie ostatnio ogarniać z kilku powodów. Kiedy czuję, że już więcej nie wytrzymam - zamykam oczy, koncentruję się, wyciszam. Pada pierwszy cios - wyzwanie podjęte. Znam siebie i wiem, że nie poddam się bez walki. A to daje mi już „pięćdziesiąt procent szans na zwycięstwo”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz