wtorek, 28 grudnia 2010

Duch Kapitana Nemo

Łeb mi pęka, w głowie szumi (bynajmniej nie od bąbelków szampana - który już chłodzi się w lodówce, w oczekiwaniu na Sylwestra). Nos czerwony jak u jednego z reniferów Świętego M. - Jesteś wyjątkowo pociągająca - pociesza mnie moja zaobrączkowana połowa. Marne to jednak pocieszenie, kiedy przed Tobą piętrzy się robota...

Rok był szalony, ale przyniósł wiele odpowiedzi. No i odkryłam w sobie nową pasję - NURKOWANIE. Co prawda wepchnięto mnie niemal na siłę pod wodę, bo w ostatniej chwili rozsądek zaczął mi w głowie wrzeszczeć: Co ty robisz W dodatku rzucona zostałam na głęboką wodę i to w dosłownym znaczeniu - pierwsze kroki (machnięcia płetwą??) odbywały się na jeziorze Hańcza. Na szczęście w pobliżu była moja zaobrączkowana połowa, która wiedziała lepiej czego mi trzeba (zwykle nienawidzę tego, ale za TO w tamtej chwili wdzięczna niezmiernie jestem do dziś).

Teraz odliczam dni do pierwszego wiosennego nurkowania, jak tylko lody zejdą z jezior. Chyba obudził się we mnie duch Kapitana Nemo...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz